24 grudnia 2012

Wszystkim Przyjaciołom Hani życzymy na Święta Bożego Narodzenia radości i pokoju.

11 grudnia 2012


Slajdowisko było piękne.

Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy chcieli przemierzyć tego popołudnia drogę do opactwa we mgle i przy -10 stopniach. Kilku bohaterów przybyło nawet miejskim autobusem. Chciało im się! Ojcowie Benedyktyni, nie dość, że przyszli a przecież i udostępnili salę, sprzęt, wydrukowali ulotki, zamieścili informację na swojej stronie, to jeszcze zaserwowali wszystkim herbatę, kawę i ciastka. Przy moich podziękowaniach uśmiechnęli się tylko lekko, pobłogosławili Hanię i powiedzieli: "Tak trzeba, tak trzeba...". Sama Hania zachowywała się jak na bohaterkę wieczoru przystało, czyli śmiała się do mikrofonu, pozwalała się błogosławić, głaskać i całować po rączkach. Podobała jej się twórczość rosyjskich kompozytorów w wykonaniu kwartetu smyczkowego, gaszenie światła dla poprawienia jakości wyświetlanych zdjęć i jak nie ziewała ostentacyjnie, to była zupełnie grzeczna.


Wszystkim, którzy nie dotarli do Tyńca tego pięknego wieczoru, szczerze radzę nadrobić wybierając się na Wschód z pomysłodawcami i dyrektorami wykonawczymi całego przedsięwzięcia: Nastką i Darkiem. Oboje tworzą idealny miks świetnej organizacji, poczucia humoru, serdeczności i wrażliwości. Wakacje na Wschodzie w ich towarzystwie będą na pewno niezapomnianą przygodą!

www.wyprawynawschod.pl

Zebrano 1418 zł. Przypomnę tu, co się dzieje w takich sytuacjach z pieniędzmi, bo nie dla wszystkich jest to jasne. Na zorganizowanie takiej zbiórki trzeba mieć zezwolenie. Nasze miało numer 189/54/2012. Jest kilka osób odpowiedzialnych za zbiórkę, którymi to osobami nie mogą być rodzice dziecka. Wypełniają różnego rodzaju pisma, żeby zezwolenie dostać, ale i po całej imprezie piszą sprawozdanie i wpłacają zebrane pieniądze na subkonto Hani w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Są to pieniądze do naszej dyspozycji tylko wtedy, jeśli wydamy je na rzecz zdrowia i poprawy warunków życia Hani. Wygląda to tak, że kupując dla Hani wózek, materac przeciwodleżynowy, ale także pieluchy, jedzenie, czy płacąc za prywatną rehabilitację, wizytę lekarską  bierzemy fakturę na fundację z dopiskiem "Hanna Mączyńska 9816", opłacamy ją i wysyłamy do fundacji. W fundacji pochylają się nad tym odpowiednie organy, stwierdzają, czy faktycznie jest to wydatek w temacie "zdrowie i poprawa warunków życia Hanny Mączyńskiej" i jeśli wszystko się zgadza, ze środków zgromadzonych na subkoncie Hani oddają nam poniesione wcześniej koszty. Jak Państwo widzicie, nie jest łatwo wydać Wasze pieniądze bez sensu, co i nam pozwala spać spokojnie :)

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy nam pomagają!

16 września 2012


Wakacje były wspaniałe, chociaż nasze wyjazdy w teren przypadały równo na załamania pogody. W lipcu góry w ulewach, a w sierpniu jeziora owiane zimnym wiatrem. Można by było się cieszyć, że przynajmniej Hania nie musi gotować się w swoim wózku, albo na moich rozgrzanych upałem rękach, gdyby nie jej meteopatia. Ale nie było tak źle, bo uspokojona radami psychiatry, który zdarzył nam się w przemiłym wakacyjnym towarzystwie dawałam Hani regularnie Hydroksyzynę. Często działała.

Pierwsze dni poza domem Hania przyjęła z zaskoczeniem i rezerwą, ale w końcowym tournee po rodzinie i znajomych w drodze do Krakowa już brylowała zachwycona, że niemalże co noc śpi w innym łóżku. Tak, wakacje to jest wspaniały czas i Hania to czuje. Rodzice jacyś tacy bardziej zrelaksowani, szczęśliwsi, Helenka skacze, śmieje się, gania, strzela z pukawki, babcie śpiewają, podgryzają Hani gołe nóżki, ciocie całują, wujek nosi na rękach, czyta Hani gazetę i masa masa nowych ciekawych głosów. Powrót do domu po czymś takim musi być bolesny i Hanię bolał wyraźnie. Na szczęście z pomocą przyszedł nam system edukacji.

Jeszcze w marcu wybrałam się z Hanulą do pobliskiej szkoły specjalnej, żeby zapytać, czy nie udałoby się Hani zorganizować zajęć z integracji sensorycznej w ramach wczesnego wspomagania rozwoju. Przyjęły nas dwie uśmiechnięte psycholożki, które zaraz zaczęły Hanię zaczepiać podsuwając jej do rączki miękkie misie, szorstkie sznurki, gładkie piłki, itp. Poprzyglądały się Hanuli, pozachwycały nią (bo to jest przeurocze dziewcze przecież!) i zagaiły, czy nie lepiej byłoby się wystarać o 10 godzin tygodniowo indywidualnego kształcenia rewalidacyjno-wychowawczego od września. Nauczyciele przyjeżdżaliby do Hani do domu. Zabrzmiało mi to co najmniej tajemniczo. Że niby moje państwo ma dla głęboko upośledzonej Hani ofertę edukacyjną? W czasach ciężkiego kryzysu i oszczędności ją ma? Otóż ma! Wystarczy opinia psychologa i zaświadczenie lekarskie, żeby złożyć wniosek o wydanie orzeczenia o potrzebie zajęć rewalidacyjno-wychowawczych indywidualnych w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Orzeczenie trzeba zanieść prezydentowi miasta i ten to prezydent wydaje skierowanie do konkretnej placówki. Skierowanie rodzic musi przynieść do szkoły specjalnej i szkoła wysyła nauczycieli do dziecka. Proste?

Ja wiem. Ja już zdążyłam usłyszeć, że przecież to marnotrawstwo. Że zdrowym dzieciom godziny zabierają, że nauczycielom etaty kroją i tu nagle są pieniądze na tak chore, nie rokujące przecież żadnych korzyści dla społeczeństwa dzieci. A jednak nasza mała komórka społeczna od dwóch tygodni zyskała nową jakość. Niebywałe ile my się dowiedzieliśmy o Hani przez tak krótki czas i jak ona jest WYRAŹNIE szczęśliwsza od kiedy przychodzą do niej te trzy wspaniałe kobiety!

6 sierpnia 2012

Drodzy Wszyscy!

Hania ma się dobrze i aktualnie smacznie chrapie na kanapie swej ciotki Marty w Warszawie. Serdecznie pozdrawiam z kuchni w mieszkaniu ciotki, które zaraz opuścimy udając się w dalszą drogę na Mazury. Ufam, że starczy mi siły charakteru do kontynuacji w terenie programu: "Świat jest piękny i przyjazny również z perspektywy wygodnego fotelika". Taki jest plan :)

Dziękuję Wam za zainteresowanie Hanią i obiecuję większą wylewność po powrocie z wakacji!

10 maja 2012

Matka Niezbędna

Mam nadzieję, że mamy już za sobą trudny czas zmieniającej się kilka razy dziennie pogody, skaczącego ciśnienia. Marzec i kwiecień były dla Hani trudne. Dla nas też. Wciąż wypatrywaliśmy powodów jej krzyków i ciągłego marudzenia. Poza amoksycyliną, która powodowała bóle brzucha niczego nie wypatrzyliśmy. No może nie licząc ewidentnych popisów aktorskich, które miały skłonić mamę do noszenia Hani na rączkach. Wygląda to zawsze tak: Hania spędza czas z babcią, jest arcygrzeczna, uśmiecha się, śpiewa swoje przeciągłe "eeee", siedzi spokojnie w foteliku. Wchodzi mama i Hania momentalnie w bek, krzyki, lamenty, prężenie się. Mama ją bierze na ręce i w tej samej chwili wraca uśmiech na twarz dziecka. O to właśnie chodziło. Babci się nie krzyczy, bo babcię boli ramię i za dużo nie może nosić. Co innego mama. Mama może nosić cały czas. Jak się ją odpowiednio zmotywuje oczywiście. To jest dla mnie bardzo trudne. Do tej pory chciałam dać Hani z życia wszytko, co tylko będzie chciała i potrafiła wziąć, teraz widzę, że muszę jej też pomóc pogodzić się ze swoją niemocą. Ja też muszę się z tą jej niemocą do końca pogodzić. Ale nie wyjadę na dłużej, bo Hania będzie płakała, bo ja najlepiej ją karmię, bo ja ją ponoszę, poćwiczę i postawię. Kończy się tak, że warunkiem koniecznym życia Hani jest moja aktywna przy niej obecność, a nawet jeśli tak do końca nie jest, to ja się tak zaczynam CZUĆ. I idę w model Matki Niezbędnej. Postrach wszystkich dzieci. Zwłaszcza niepełnosprawnych.

A marzy mi się model Matki Obecnej W Tle.
Idealny model, myślę, nie tylko dla zdrowych dzieci.



8 kwietnia 2012

Chrystus zmartwychwstał!

Prawdziwie zmartwychwstał!

Wszystkim Wam życzę, żebyście w Nim odnaleźli źródło niekończących się a darmowych doładowań.

Radosnych Świąt,
mama